LAS, gdzieś pod Warszawą

Jedziemy do lasu?

Czemu nie. Niedziela rano. Teściowie zajeżdżają po nas swoją furą i hajda, za miasto. 15 minut póżniej opuszczamy Warszawę. Kolejne 15 minut i zatrzymujemy się gdzieś. Nigdzie konkretnie. Auto zaparkowane, spray na komary w torbie. Idziemy na spacer.

Grzybów nie ma. Tzn. normalni ludzie, nie znajdują ani sztuki. Ale nie mój teść. To jest człowiek o nieczystej mocy. Mało mówi, chadza własnymi ścieżkami, a w lesie czuje się jak lis w kurniku. I zawsze zna drogę.

– Stój! – wiem już z doświadczenie, że jeśli teść krzyczy stój, to trzeba mi zastygnąć bez ruchu. Stoję więc jak idiota w kretyńsko niewygodnej pozycji, bo akurat miałem nogę w górze. Ale nie mogę jej postawić. Gdzieś przede mną zapewne jest grzyb. Patrzę w dół, nic nie widzę. Ale on podchodzi, rozgrzebuje liście i wyciąga wielką jak dłoń Kurkę. Nie jedną. Trzy. A ja ciągle na jednej nodze, bo gdybym ją postawił, to byłoby po grzybach. Skąd teść wie, że pod liśćmi są grzyby? Na pewno ma szósty zmysł. Albo nawet siódmy. Dostałem zgodę na postawienie nogi. W samą porę, już miałem zamiar się przewrócić.

Teściowa też ma moc. Do jagód. Jagód jest sporo. Aż niebiesko przed oczami. Ale podczas gdy ja zebrałem kilka garstek, Sylwia ¾ kubeczka, to teściowa zastanawia się jak dorzucić do pełnego 3 litrowego wiadra jeszcze jedną miarkę. Jakim cudem, ja się pytam? Zagina czas i przestrzeń, czy co?

IMG_4426

Nic tu po mnie. Ja będę te grzyby gotował. Z jagód też coś zrobię, o ile w ogóle wrócimy wszyscy razem, bo jak tak dalej pójdzie, to za godzinę będziemy mieli więcej jagód niż mieści się w bagażniku i ktoś będzie musiał zostać, żeby zrobić miejsce w aucie dla darów lasu. Miał być spacer, a wrócimy objuczeni jak po zakupach w Makro.

Zostawiam towarzystwo, niech harcują po lesie, ja też zrobię coś pożytecznego. Pożytecznego w moim mniemaniu. Biorę aparat i idę polować. Daleko nie uszedłem, ale zająca nie udało mi się ustrzelić, był za szybki. Sarnę widziała tylko Sylwia, bo sarenka zaraz czmychnęła. Poszukam czegoś mniejszego. Coś mi śmignęło koło nogi. Jeszcze nie wiem, co, ale schylę się, to może to coś znajdę.

IMG_4415

Znajduję. Ładne, choć wygląda jak mały dinozaur, który nie chce mnie zjeść tylko dlatego, że złośliwym zrządzeniem ewolucji, to ja jestem ten duży, a on ten mały. Wyraźnie mu to nie w smak. I jeszcze celuję do niego z aparatu. Koniec świata.

IMG_4435

Motylków i innych fruwadeł jest dość sporo. Ale ja chciałbym trafić na tego pomarańczowego. Oczywiście jak na złość nie chce mu się odpocząć i lata po okolicy, nie przysiadając nawet na chwilę. Pomyślałem, że jak będę go tak ganiał, to złamię nogę, bo nie patrzę gdzie stąpam. Odpuszczam.

IMG_4575

A co to? Nie widziałem tu żadnej wody, a ważkę raczej kojarzę ze środowiskiem nadwodnym. A tu nawet błota nie ma. Ale grzecznie pozuje, to pstryk, pstryk. Mamy to 😉

IMG_4667

Jest i pomarańczowy motyl. Siedzi, tyle że skrzydła złożył. Próbuję z daleka. Podchodzę tak, by wiatr i słońce mieć z przodu. Może go nie przestraszę. Pstryk. Ładnie pozuje. Staję nad nim i wznosząc modły do świętego Franciszka oczekuję, że zanim mi ucieknie, to rozłoży skrzydła. Trwa to kilka minut, widocznie jest kolejka do Franciszka. Ale skrzydła rozłożone. I nawet teraz nie ucieka. 2h ganiania za motylem. Trzeba mieć coś z głową.

IMG_4716

Niewygodnie mi. Prostuję plecy, przeciągam się i na wysokości wzroku widzę mrówkę w bardzo niemrówczym otoczeniu. W ogóle mrówek tu jest w tym lesie od groma. Ciężko się zatrzymać na 5 sekund i nie stać się integralną częścią mrówczej drogi. Gdzie one tak chodzą? Jak turyści w Kioto. Chodzą jak oszalali. Tylko mrówki zachowują jakiś porządek. Wyraźnie stosują się do przepisów ruchu drogowego i wszystkie chodzą prawą stroną. Turyści w Kioto idą jak chcą. Plus dla mrówek.

IMG_4731

Wracam do swojego, dwunogiego stada. Jeszcze tylko tego ustrzelę paskuda.

– Co tam masz?

– To chyba skakun – to był skakun, właśnie skoczył i cholera wie gdzie wylądował. Szybka bestia.

– Pokaz jak ten biegun wygląda.

– Nie wiem, nigdy nie byłem na biegunie. Za to skakun był tu. O jest. To to. Taki mały „pajączek”.

– Takie małe? Łeee. I co to robi? – Odpowiedzieć cokolwiek i wyjść na konfabulanta, który wyraźnie zmyśla na temat o którym nie wie nic? Czy nie odpowiedzieć wcale i wyjść na gbura? Co robi skakun? Skąd ja mam wiedzieć? Czy to ja świat zaplanowałem? Jakbym planował, to bym o skakunach zapomniał. Ale Bóg nie zapomniał, tylko nie powiedział po co one są. Może ktoś wie, ale nawet nie wiem kto to może być.

– Skacze. – Odpowiadam. Sarkazm zawsze żywy. Teściowa i tak nie liczyła na odpowiedź. I dobrze.

IMG_4630

Wracajmy już, trzeba wywołać zdjęcia i udusić grzyby. Mecząca taka niedziela. Warszawo wracamy, będziemy za pół godziny.

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “LAS, gdzieś pod Warszawą

  1. Robaki… fuj! Ale zdjęcia bardzo ładne, nigdy takich nie potrafiłam robić 🙂 może dlatego, że robaków nie lubię, to i nie mam potrzeby robienia zdjęć makro.
    A z tymi grzybami to tak jest, ja mogłabym iść 2 km i nic nie znaleźć, a mój ojciec zawsze wraca z pełnym wiadrem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s