Nocne włóczęgi z aparatem cz. 2

W Kioto przytrafił nam się wieczór bez planów. Idealny okazja, żeby wziąć statyw, aparat i iść w nieznane, zrobić kilka fajnych zdjęć egzotycznego miasta. Sylwia postanowiła iść ze mną. Było jeszcze wcześnie. Plan jak zawsze był prosty: Tō-ji, czyli buddyjska świątynia z wielką, charakterystyczną pagodą. Co dalej, to się okaże.

Tō-ji widać z pociągu, kiedy się przyjeżdża do Kioto. Ale to trochę za mało, żeby zaspokoić nasze wymagania. Chcemy zobaczyć z bliska, dotknąć, powąchać, wejść do środka, a może nawet poznać kogoś, kto bywa tam codzień. Tō-ji zbudowano 1400 lat temu. Słońce wzeszło nad tą budowlą pół miliona razy. Świątynna pagoda jest najwyższą w całej Japonii. Oczywiście po zmroku, to można co najwyżej pocałować klamkę wielkiej drewnianej bramy. Jakoś nie mogę się do tego przyzwyczaić. Do świątyni Ebisu w Osace można iść o każdej porze dnia i nocy. Ale to inna religia, inna skala, inne miasto.

Trochę zawiedziony brakiem możliwości wejścia do środka liczyłem na łaskę bogów fotografii i rekompensatę z ich strony. Od Kujo dori odchodzi kilka bezimiennych, małych uliczek. Skręciliśmy w jedną z nich, żeby spokojnie rozstawić statyw. Mniej więcej w tym momencie Sylwia była usatysfakcjonowana z naszej fotowyprawy. Niestety, ja byłem daleki od satysfakcji.

20151229-img_6649

Kilka kroków na zachód jest kładka dla pieszych. O to chodzi! Będzie fotka z góry. Pagoda, główna brama, światła ulicy. Czuję, że to jeszcze nie to, ale jest dobrze.

20151229-img_6654

Jak zwykle kiedy oglądam świat przez wizjer aparatu, coś przegapiłem. Ale po to właśnie snajperzy mają obserwatora, żeby nie przegapić. Mój obserwator woła:
– Janusz, zostaw to i chodź tu! Tu jest ładniej!
Faktycznie, po drugiej stronie kładki jest bardziej malowniczo. Na tyle, że po chwili stanęło obok nas moje japońskie alter ego. Starszy ode mnie dwukrotnie i wyposażony w profesjonalny sprzęt, a nie opcję turystyczną. Popatrzył chwilę i przyznał, że to dobre miejsce i ładne fotki. Kręcił się dyskretnie po okolicy, ale było oczywiste, że czeka. Czekał aż sobie pójdziemy, żeby stanąć dokładnie tam gdzie my.

20151229-img_6678

Ostatni rozdział historii o Tō-ji, rozegrał się na dole, nad kanałkiem. Odbicie w wodzie było tak idealne, że trzeba było coś z tym zrobić, bo wyglądało nudno. Żeby troszkę poruszyć wodę chciałem wrzucić do niej kamień. Szukanie kamienia okazało się świetną zabawą. Sam nie wiem czemu, tak bardzo nas to rozbawiło. Ostatecznie do wody trafiło kilka kamyków i cukierek.

Kyoto-6738 copy

Postanowiliśmy wrócić inną drogą niż przyszliśmy. Oczywiście takie decyzje mają swoje konsekwencje. Jedną z nich było to, że trafiliśmy do świątyni Rokusonnō. Shintoistyczna, więc otwarta.

20151229-img_6704

Tuż za świątynią przebiega na estakadzie linia Tokaido Shinkansen. Co kilka minut przemyka tędy pociąg. Jak zwykle obok głównej świątyni jest jeszcze kilka dodatkowych kapliczek. Jest też staw i wiśniowe drzewka. Ładnie, ale kto by to docenił w Kioto?

20151229-img_6701

20151229-img_6698

20151229-img_6709

Po drugiej stronie torów jest oceanarium, muzeum kolejnictwa i park. Ogrodzony, ale bramy są otwarte. Akurat wschodził księżyc, więc odwróciwszy się zadkiem do parku ustrzeliłem naszego satelitę. Przy okazji zobaczyliśmy bardzo dziwny w Japonii widok. Przestrzeń między budynkami.

20151229-img_6710

Do parku oczywiście weszliśmy. Dam Wam małą radę: parki trzeba zwiedzać za dnia,  a wieczorem można sobie co najwyżej pospacerować. Zwiedzać wieczorem nie ma sensu, bo nic nie widać. No może poza Kioto Tower w oddali.

20151229-img_6715

Poza tym wzrok przykuwa tylko to co sztuczne, zbudowane, wymyślone przez inżynierów. Jak tramwaje. Tramwaj w parku. Pod wiatą. Czemu nie. W ogrodzie Heian-jingu też jest tramwaj.

20151229-img_6711

Ja skupiłem się na kolejnictwie, a Sylwia wypatrzyła kota.

20151229-IMG_6739 kopia.jpg

Kot okazał się niewzruszony, siedział na lampie i miał wszystko… wiadomo gdzie. Wyglądał przy tym bardzo mrocznie. Ale zainspirował nas, żeby skręcić z głównej alejki i wejść w mroczny zagajnik, w którym można było pobawić się w malowanie światłem. Malowanie wyszło ciekawiej, bo podczas naświetlania ktoś w tym mroku przejechał na rowerze. Oczywiście bardzo nas za to przepraszał, ale absolutnie niesłusznie.

wnh_kyoto-spacer

Po drugiej stronie ścieżki był kamienny ogród. Rzecz bliska memu akwarystycznemu sercu.
– No chyba nie będziesz fotografował kamieni?
Będziesz?
O mater… za jakie grzechy?
To tylko kamienie!

20151229-img_6731

Reklamy

12 uwag do wpisu “Nocne włóczęgi z aparatem cz. 2

  1. Pingback: Kiyomizu-dera, Kioto | washinohashi.net

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s