Kiyomizu-dera, Kioto

Wiele rzeczy w Kioto można zrobić i jeszcze więcej zobaczyć. Ale Kiyomizu-dera zobaczyć trzeba. Świątynia czystej wody, to w zasadzie nie świątynia, a kompleks świątynny. Jej główny pawilon poświęcony jest bogini miłosierdzia Kannon. Stoi w tym miejscu od 1200 lat, czyli w porównaniu z Tō-ji to dzieciak. Jest o prawie 200 lat młodsza.

Kiyomizu-dera pierwszy raz zobaczyliśmy z Kyoto Tower. Już z tej perspektywy robi wrażenie miejsca majestatycznego, ważnego, wartego odwiedzenia.

Kiyomizu dera-0.jpg

Trafić do niej można na kilka sposobów.
Można wyjść z autobusu na przystanku Kiyomizu-michi i dalej iść za znakami dla turystów.
Albo spacerując po Gion wystarczy iść za tłumem (pod górę), większość idzie w tę właśnie stronę.

My byliśmy w Kiyomizu dwa razy. Pierwszy raz w Sylwestra. Na miejsce dotarliśmy trochę przed zamknięciem, bo czynało się ściemniać. Drugi raz na godzinę przed wyjazdem z Kioto. Moja propozycja żeby znów wejść na teren świątynny i znów zapłacić za bilet do miejsca, w którym już raz byliśmy, tym razem została przyjęta. Kiyomizu-dera jest ulubionym miejscem Sylwii. Moim chyba też, a przynajmniej jest w czołówce.

Kompleks wita nas wielką czerwoną bramą. Tu przekraczamy granicę między sacrum i profanum. A przynajmniej tak mówi teoria, bo wielu turystów nie zachowuje się jak w miejscu kultu.

Kyoto-9374 copy

Jakoś nie potrafię zakwalifikować publicznej toalety do sfery sacrum. Ale to Japonia, toalety publiczne są wszędzie, więc czemu nie tu? Jak zwykle kolejka do męskiej nie istnieje, a do damskiej jest krótka. Kiedy czekam na żonę, podziwiam mały stawik i pływające w nim karpie.

kiyomizu-dera-1-5

Wieczorem było tłoczno, ale za dnia było makabrycznie gęsto od turystów.
Natomiast w dzień więcej widać, a wieczorem jest przyjemniej. Jeśli miałbym doradzić jaka pora jest lepsza na zwiedzanie, to wybrałbym odpowiedź w stylu polityka. Czyli odpowiedziałbym na inne, nie zadane mi pytanie. Nie umiem zdecydować.

Porwani przez tłum i rządzę przygody zeszliśmy z głównego szlaku i wdrapaliśmy się po stromych schodach, do chramu Jishu-jinja poświęconego Ōkuninushi, bogowi miłości.

Chram shinto wewnątrz klasztoru buddyjskiego.
Japonia.

Są tu dwa kamienie oddalone od siebie o 18 metrów. Kto przejdzie od jednego do drugiego z zamkniętymi oczami i będzie powtarzał imię ukochanej osoby, ten zazna prawdziwej i szczęśliwej miłości. Obserwowaliśmy przez chwilę jak dziewczyna zakrywając sobie oczy walczyła z pokusą podglądania, a towarzyszący jej chłopcy podpowiadali czy idzie prosto. Jednocześnie przeganiali innych turystów, którzy włazili jej pod nogi. Zero wrażliwości. Dziewczyna walczyła o miłość, a jacyś debile próbowali w tym samym miejscu i czasie robić selfie. Jakby nie mogli się przesunąć o dwa kroki. Nie dziwi mnie, że w niektórych miejscach jest zakaz robienia samojebek. Oczywiście ignorowany, ale… Nawet budda wybacza tylko 3 razy. 

Na ołtarzu było coś, co Sylwia nazwała: „dwugłową kupą węża”.

kiyomizu-dera-1-10

Wróciliśmy na szlak.

Za główną bramą Kiyomizu-dera, jest „zapasowa” brama zachodnia (po prawej), schody (z każdej strony) i dzwonnica (po lewej). Za zachodnią bramą jest pagoda, która z bliska onieśmiela swoim czerwonym kolorem. Ale nie ważne którymi schodami się pójdzie, wszystkie prowadzą w to samo miejsce.

kiyomizu-dera-1-20

Znów zostałem zaskoczony tym, że wolno mi rozstawić statyw i fotografować bez skrępowania. Jeden z mnichów nawet zajrzał mi przez ramię i wyraził aprobatę wobec uzyskanych przeze mnie efektów.

Bilety, jak to w Japonii, kupuje się tylko po to, by za kilka kroków oddać je komuś innemu. Jednak dojście przed główny ołtarz wymaga cierpliwości i odporności na szturchanie. Ale nie ma tego złego… W kolejce można podziwiać widoki i widokiii…

kiyomizu-dera-1-7

Przed samym ołtarzem modliło się sporo wiernych, więc schowałem aparat, żeby im nie przeszkadzać. Sprzed ołtarza rozpościera się widok na góry, oddaloną o kilkaset kroków kolejną, mniejszą pagodę i drogę, którą zaraz będziemy schodzić. Spotkaliśmy tu polską rodzinę. Przewodnikiem był im wolontariusz z Osaki. Starszy pan, który bardzo dobrze mówił po polsku. (W Osace jest szkoła języka polskiego).

kiyomizu-dera-1-8

Część budynków była zakryta wstrętniebrązowym parawanem.
Remont.
Bywa i tak. Ale na szczęście na taras widokowy wejść można. W oddali widać Kyoto Tower i centrum miasta.

20151231-img_8060img_8060

Droga w dół musi byś urocza jesienią. My niestety kroczyliśmy nią zimą i mieliśmy mało okazji do podziwiania momiji (czyt. MOMIDZI), czerwonych liści Klonu palmowego. Ale przede mną nic się nie ukryje. Dopadłem je. W styczniu 😉

kiyomizu-dera-1-16

kiyomizu-dera-1-14

kiyomizu-dera-1-15

Na dole można się posilić. Ale najważniejsze, że można się napić ze świętego źródła czystej wody. To od niego wzięła nazwę świątynia, przez niego została tu zbudowana. Źródło spada wodospadem z gór. A w zasadzie to trzy wodospady. A może lepiej wodospadziki, bo ledwie ciurkają. Napicie się wody z wodospadów obdarza pijącego łaską. Długim życiem, sukcesami w pracy/nauce, albo szczęśliwą miłością. Oczywiście wybrać należy tylko jeden. Po napiciu się należy odłożyć czerpak z którego piliśmy do sterylizacji lampą UV. Nowoczesność w starożytnej świątyni.

20151231-img_8065

Reklamy

13 uwag do wpisu “Kiyomizu-dera, Kioto

  1. Blog bardzo ciekawy, ale rażą błędy (w tym wpisie np. „podpieowiadali”, „zajżał”). Na mnie również Kiyomizudera zrobiła duże wrażenie. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s