Jak zgubiłem las na burzowej górze…

Być tym, który ogarnia.
To było moje zadanie w Kioto. Czyli planowałem wycieczki i oczytywałem się na temat zwiedzanych przez nas miejsc, znajdowałem drogę, rozpracowywałem dojazdy. Mówiąc wprost, byłem samozwańczym kierownikiem trzyosobowej wycieczki. Zdecydowanie dobrze się z tym czułem. Choć codziennie dawałem się zaskoczyć dziejową niesprawiedliwością. Kiedy ja spędzałem pół nocy na kombinowaniu, a rano szlag trafiał plan, bo dziewczyny MUSIAŁY jeszcze dospać, umyć włosy i poczytać SMSy… i robiły to 2h. A później śniadanie na mieście i już wiedziałem, że plan planem, a życie życiem. A następnego dnia znów mnie to dziwiło. Czytaj dalej

Reklamy

Kiyomizu-dera, Kioto

Wiele rzeczy w Kioto można zrobić i jeszcze więcej zobaczyć. Ale Kiyomizu-dera zobaczyć trzeba. Świątynia czystej wody, to w zasadzie nie świątynia, a kompleks świątynny. Jej główny pawilon poświęcony jest bogini miłosierdzia Kannon. Stoi w tym miejscu od 1200 lat, czyli w porównaniu z Tō-ji to dzieciak. Jest o prawie 200 lat młodsza. Czytaj dalej

Kioto – Gion, dzielnica gejsz

Gion, to nie jedna atrakcja turystyczna, a cała dzielnica. Wszystkie przewodniki piszą o tym, że to dzielnica gejsz i tradycyjnych restauracji. Mamią zdjęciami bardzo egzotycznych uliczek, i pieknych dziewcząt w kimonach. Po prostu trzeba tam być. Czytaj dalej

Nocne włóczęgi z aparatem cz. 2

W Kioto przytrafił nam się wieczór bez planów. Idealny okazja, żeby wziąć statyw, aparat i iść w nieznane, zrobić kilka fajnych zdjęć egzotycznego miasta. Sylwia postanowiła iść ze mną. Było jeszcze wcześnie. Plan jak zawsze był prosty: Tō-ji, czyli buddyjska świątynia z wielką, charakterystyczną pagodą. Co dalej, to się okaże. Czytaj dalej

Kansai Thru Pass

Po ja kiego grzyba mój wychowawca i geograf w jednym, kazał mi się w podstawówce uczyć nazw wysp japońskich, do dziś nie wiem. Ale jest to jedna z tych niewielu rzeczy, które ze szkoły wyniosłem i które nigdy mi z pamięci nie uciekły. Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku. Czytaj dalej

Na krzywy ryj

Z Kyoto Station pojechaliśmy do Fushimi Inari. Tłum, człowiek na człowieku, a turysta turyście lisem. Bo to świątynia lisów. Ale nie o niej dziś będę pisał. Po zwiedzaniu Fushimi Inari, pojechaliśmy do Uji. To takie miasteczko, trochę bardziej na południe. Zdziwiłem się, że jedzie tam tak mało ludzi, a większość wraca do Kyoto. A była dopiero połowa dnia.

Czytaj dalej

Rok Małpy

Rok małpy zaczynamy od wizyty w Małpim Parku. W nocy nic się nie działo. A od rana szaleństwo. Zamiast 30 minut jechaliśmy pod Arashiyamę 1,5h. Korki jak w Warszawie. Ale to nie nadmiar aut jest problemem, tylko nadmiar ludzi przy świątyniach. Przez te tłumy autobus nie może przejechać. Szaleństwo. Kiedy już dotarliśmy powitała nas kobieta z transparentem. Można powiesić kartkę na płocie, której nikt nie przeczyta. Albo zatrudnić kogoś, kto z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy będzie robił wszystko by treść komunikatu na pewno trafiła do turystów, zanim kupią bilet. Komunikat był prosty. Jesteś w górach, a małpy są na szczycie. Jeśli szanowny klient ma ochotę na 20 minut marszu w górę, to może kupić bilet. Niezupełnie było to prawdą, bo małpy zamieszkują całą górę, a nie tylko jej szczyt. Czytaj dalej