Issen Yoshoku.

– Co to takiego? – Zapytała kelnerka w knajpie Issen Yoshoku, podając nam wodę. W pierwszej chwili nie zwróciliśmy na nią uwagi, no bo pytanie wydawało się nie do nas, tylko do siły wyższej albo do niej samej.

I chyba częściowo takie było, ale częściowo było do nas, bo jej wzrok niechybnie spoczywał na moim telefonie.

Czytaj dalej

Reklamy

Jak zgubiłem las na burzowej górze…

Być tym, który ogarnia.
To było moje zadanie w Kioto. Czyli planowałem wycieczki i oczytywałem się na temat zwiedzanych przez nas miejsc, znajdowałem drogę, rozpracowywałem dojazdy. Mówiąc wprost, byłem samozwańczym kierownikiem trzyosobowej wycieczki. Zdecydowanie dobrze się z tym czułem. Choć codziennie dawałem się zaskoczyć dziejową niesprawiedliwością. Kiedy ja spędzałem pół nocy na kombinowaniu, a rano szlag trafiał plan, bo dziewczyny MUSIAŁY jeszcze dospać, umyć włosy i poczytać SMSy… i robiły to 2h. A później śniadanie na mieście i już wiedziałem, że plan planem, a życie życiem. A następnego dnia znów mnie to dziwiło. Czytaj dalej

Kiyomizu-dera, Kioto

Wiele rzeczy w Kioto można zrobić i jeszcze więcej zobaczyć. Ale Kiyomizu-dera zobaczyć trzeba. Świątynia czystej wody, to w zasadzie nie świątynia, a kompleks świątynny. Jej główny pawilon poświęcony jest bogini miłosierdzia Kannon. Stoi w tym miejscu od 1200 lat, czyli w porównaniu z Tō-ji to dzieciak. Jest o prawie 200 lat młodsza. Czytaj dalej

Kioto – Gion, dzielnica gejsz

Gion, to nie jedna atrakcja turystyczna, a cała dzielnica. Wszystkie przewodniki piszą o tym, że to dzielnica gejsz i tradycyjnych restauracji. Mamią zdjęciami bardzo egzotycznych uliczek, i pieknych dziewcząt w kimonach. Po prostu trzeba tam być. Czytaj dalej

Nocne włóczęgi z aparatem cz. 2

W Kioto przytrafił nam się wieczór bez planów. Idealny okazja, żeby wziąć statyw, aparat i iść w nieznane, zrobić kilka fajnych zdjęć egzotycznego miasta. Sylwia postanowiła iść ze mną. Było jeszcze wcześnie. Plan jak zawsze był prosty: Tō-ji, czyli buddyjska świątynia z wielką, charakterystyczną pagodą. Co dalej, to się okaże. Czytaj dalej

Kansai Thru Pass

Po ja kiego grzyba mój wychowawca i geograf w jednym, kazał mi się w podstawówce uczyć nazw wysp japońskich, do dziś nie wiem. Ale jest to jedna z tych niewielu rzeczy, które ze szkoły wyniosłem i które nigdy mi z pamięci nie uciekły. Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku. Czytaj dalej

Na krzywy ryj

Z Kyoto Station pojechaliśmy do Fushimi Inari. Tłum, człowiek na człowieku, a turysta turyście lisem. Bo to świątynia lisów. Ale nie o niej dziś będę pisał. Po zwiedzaniu Fushimi Inari, pojechaliśmy do Uji. To takie miasteczko, trochę bardziej na południe. Zdziwiłem się, że jedzie tam tak mało ludzi, a większość wraca do Kyoto. A była dopiero połowa dnia.

Czytaj dalej

Rok Małpy

Rok małpy zaczynamy od wizyty w Małpim Parku. W nocy nic się nie działo. A od rana szaleństwo. Zamiast 30 minut jechaliśmy pod Arashiyamę 1,5h. Korki jak w Warszawie. Ale to nie nadmiar aut jest problemem, tylko nadmiar ludzi przy świątyniach. Przez te tłumy autobus nie może przejechać. Szaleństwo. Kiedy już dotarliśmy powitała nas kobieta z transparentem. Można powiesić kartkę na płocie, której nikt nie przeczyta. Albo zatrudnić kogoś, kto z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy będzie robił wszystko by treść komunikatu na pewno trafiła do turystów, zanim kupią bilet. Komunikat był prosty. Jesteś w górach, a małpy są na szczycie. Jeśli szanowny klient ma ochotę na 20 minut marszu w górę, to może kupić bilet. Niezupełnie było to prawdą, bo małpy zamieszkują całą górę, a nie tylko jej szczyt. Czytaj dalej

Sylwestrowe nieszaleństwo

Sylwester w Japonii, to wyjątkowe przeżycie. Zwiedzanie na dziś zaczęliśmy przed zamkiem. Zamek jest nieczynny tylko w dwa dni w roku. Wczoraj i dziś. Brawo ja, powinienem to sprawdzić. To chyba pierwsza porażka w Japonii, więc boli podwójnie. Ale gdyby nie ona, to nie weszlibyśmy do ogrodu, po drugiej stronie ulicy, a warto go zobaczyć. Oczywiście był staw, świątynia, Japonki w kimonach, łódź ze smokiem na dziobie, czerwony mostek i Czapla pośrodku tego wszystkiego. W takich okolicznościach przyrody żałuję, że jestem żonaty. Idealne miejsce na zaręczyny. Czytaj dalej

Ten Obcy

„Przestrzegaj obyczajów wioski, do której wkraczasz”.

Napisałem ten tekst pod wpływem emocji. Negatywnych. I długo wahałem się, czy powinienem go publikować. Dalej nie mam pewności, ale niech będzie. Najwyżej ktoś uzna mnie za gbura, albo się obrazi. Czytaj dalej